sobota, 8 listopada 2014

Prolog

Nazywam się Julia Ignaczak. Urodziłam się 29 sierpnia 1990 roku w Przeworsku. Jestem studentką na Przeworskiej uczelni na wydziale fizjoterapii. Moje nazwisko to nie jest zbieg okoliczności Krzysztof Ignaczak jest moim wujkiem. Uwielbiam siatkówkę. Wiązałam z nią swoje plany zawodowe. Tak dobrze rozumiecie w gimnazjum grałam w szkolnej drużynie na pozycji atakującej. Niestety pewne wydarzenie zmieniło zupełnie mój świat. Wypadek samochodowy zniszczył moją pasję. Dlatego też poszłam na fizjoterapię sportową. Za niedługi czas wracam do wujka do Rzeszowa. Pewnie myślicie, że niby, dlaczego nie mieszkałam z rodzicami już wam odpowiadam w wieku 16 lat zostałam sierotą. Do rozpoczęcia studiów mieszkałam u wujka Krzyśka i cioci Iwony. Moi rodzice zginęli w wypadku. Moim marzeniem było spotkać wujka kolegów jednak nigdy nie było mi to dane. Za niedługo to się zmieni nie zgadniecie poznam ich. Będę na praktykach w Asseco Resovi Rzeszów. Niby to tylko przed 4 miesiące, a później będę musiała coś poszukać. Mam chłopaka, bardzo go kocham, ale on jeszcze o tym nie wie, że wyjeżdżam. Nie wiem jak mu to powiem. Moi rodzice mieli kilka firm w Europie. Po ich śmierci okazało się, że ja jestem ich właścicielką co jakiś czas będę też musiała jeździć na przegląd, żeby zobaczyć czy wszystko w porządku. Ciotka Iwona ma mi pomóc w ogarnięciu spraw firmowych. Będę bardzo tęskniła za moimi przyjaciółmi.

~ tymczasem Rzeszów, dom Igły ~

Siedzę w salonie na kanapie próbując zanalizować mecz z PGE Skrą Bełchatów. Iwona jest w pracy, a ja zostałem z dzieciakami. Nagle usłyszałem hałas dobiegający z góry. Zerwałem się z miejsca i pobiegłem do pokoju Dominiki zastaję tam ogromny rozgardiasz. Miałem ochotę krzyknąć, ale się opanowałem. Wszędzie były porozrzucane poduszki, po całym pokoju latało pierze. Do tego wokół nich leżały zabawki Dominiki. Stałem w drzwiach przez kilka minut mnie nie zauważyli. Nagle zaczęli wydawać głosy małp. Dalej by mnie nie zauważyli gdybym nie zapytał:
- Może wam przynieść banany?
- Jakbyś mógł przynieść nie pogardziłbym - na moje pytanie odpowiedział Sebastaian.
- Jeszcze jakieś żądania?
- Nie.
- Co chcecie na obiad?
- Zapiekankę makaronową - odparła Dominika.
- Naleśniki z nutellą - wykrzyknął Seba
- Dobra dzisiaj na obiad zapiekanka makaronowa.
- Tato, a kiedy będą naleśniki z nutellą?
- Może być jutro na śniadanie?
- Tak - krzyknęło w jednym czasie rodzeństwo.
- Mam dla was niespodziankę.
- Jaką, powiedz.
- Dowiecie się za kilka dni.
-Ale tato.
- Żadne tato, a tak właściwie to nie moja niespodzianka tylko Julii.
- Możemy dzisiaj zapytać cioci.
- Jak posprzątacie to wtedy pomyślę.
- Dobra.
- No to bierzcie się do roboty, a ja idę robić obiad.


~ z powrotem dom Julii ~

Muszę porozmawiać z Kamilem o mojej przeprowadzce. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do ukochanego.
- Cześć Kamil.
- Hej Julka coś się stało?
- Nie, a dlaczego pytasz.
- Może dlatego, że jesteś smutna.
- Wydaje Ci się, mógłbyś dzisiaj o 19.00 wpaść do mnie?
- Tak.
- Czekam to do zobaczenia.
- Miłego dnia mała. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się i poszłam na zakupy ponieważ moja lodówka świeciła pustkami. Trochę mi to zajęło, bo musiałam dość dużo kupić po około pół godziny podeszłam do kasy i zapłaciłam dobrze, że pojechałam samochodem , bo nie dałabym rady przynieść tego wszystkiego. Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać kolację przy świecach wiem, że jak mu powiem o mojej pracy może być trochę zazdrosny. Nie przepraszam on będzie mega zazdrosny, pewnie zapytacie niby o co. Już wam odpowiadam o moją pracę, gdyż w sztabie będę jedyną kobietą, ale mowi się trudna nie wiem czy Kamil mnie nie zostawi. Na kolację podam: sałatkę z "bobaskami" z kurczaka, różowe kwiatuszki pierogowe i na deser: pomarańczowo - czekoladową tartę oraz mus czekoladowy, kupiłam do tego białe wino. Już prawie kończyłam przygotowywać posiłek zostało mi jeszcze pół godziny. Poszłam wziąć szybki prysznic, przebrąć się i zrobić makijaż. Założyłam na siebie biało-kremową sukienkę bez ramiączek, kremowe buty i tego samego koloru kopertówkę. Moja stylizacja.
Do drzwi zadzwonił dzwonek pobiegłam otworzyć. Moim oczom ukazał się mój chłopak. Wpuściłam go do domu i zaprosiłam do salonu. Usiedliśmy, zaczęliśmy rozmawiać i nadszedł czs by powiedzieć mu o mojej przeprowadzce i pracy. "Raz kozie śmierć, najwyżej się rozstaniemy'' - pomyślałam i zaczęłam mówić.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć.
- A więc zamieniam się w słuch.
- Za kilka dni wyjeżdżam.
- Gdzie?
- Do Rzeszowa.
- Ale po co?
- Mam tam załatwione praktyki.
- Dlaczego mi o tym wcześnie nie powiedziałaś?
- Bo się bałam, że mnie zostawisz.
- No i miałaś rację.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że rzucasz mnie?
- Tak - wstał od stołu i wyszedł z mojego mieszkania.
Załamałam się i zaczęłam płakać. Mój telefon zaczął dzwonić nie miałam ochoty odbierać więc go zignorowałam. Ktoś kto dzwonił nie miał zamiaru odpuścić. Po piętnastu minutach odpuścił sobie ten ktoś. Jednak za niecałą godzinę ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Przetarłam oczy i wstałam otworzyć. Za drewnianą powłoką ujrzałam Krzyśka z kolegą.
- Co się stało? Dlaczego płaczesz?- zapytał Krzysiek.
- Wejdźcie. Nic, tylko Kamil mnie zostawił.
- Ale jak to się stało, bo powiedziałam mu o przeprowadzce.
- Chodź do mnie - wtuliłam się w Krzyśka i na nowo zaczęłam płakać.

__________________________________________________________________________

Jeżeli ktoś tu zaglądał i czekał na pierwszy wpis już jest. Wiem, że jest krótki, ale nie umię pisać długich rozdziałów. Chciałabym podziękować Katarzynie Dąbek za pomoc w pisaniu. Mam nadzieję, że ktoś to będzie czytał i będzie się podobało. Nie wiem jak często będą pojawiać się rozdziały, ponieważ nie mam za dużo czasu. Jest to spowodowane tym, że chodzę do trzeciej gimnazjum. Jeżeli czytasz moję opowiadanie zostaw po sobie znać. KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ.